Więcej niż wyrok – gdy prawo karne spotyka ludzkie historie. Mediacja w cieniu art. 207 k.k.

Sala sądowa to miejsce, gdzie zapadają wyroki. Sąd ocenia dowody, stwierdza winę i wymierza karę. Jednak w sprawach rodzinnych, zwłaszcza tych dotykających bolesnego tematu znęcania się (art. 207 k.k.), suchy wyrok często nie rozwiązuje istoty problemu. Za czynem, który w aktach sprawy wygląda jednoznacznie, niemal zawsze stoi skomplikowana historia ludzi doświadczonych przez życie.

Jako mediator często spotykam się z sytuacjami, w których konflikt wymknął się spod kontroli, przekraczając granice prawa karnego. Jednak nawet wtedy, gdy do gry wchodzi prokurator i sąd, mediacja oferuje rozwiązania, których nie znajdziemy w żadnym kodeksie karnym.

Trudna ocena relacji rodzinnych

Sprawy z art. 207 k.k. (znęcanie się) rzadko są czarno-białe. Często są efektem wieloletnich zaniedbań, problemów z komunikacją, nałogów czy nieradzenia sobie z emocjami.

Wyobraźmy sobie sytuację sporu na linii dorosłe dziecko – rodzice. Sprawa trafia na wokandę. Sąd, działając w granicach prawa, może wymierzyć sprawcy karę pozbawienia wolności (często w zawieszeniu), orzec grzywnę lub zakaz zbliżania się. Czy to jednak kończy konflikt? Często nie. Rodzice, mimo krzywdy, wciąż kochają swoje dziecko. Sprawca, mimo winy, często potrzebuje pomocy, a nie tylko izolacji. Wyrok karny „zamyka” przeszłość, ale rzadko programuje przyszłość w sposób naprawczy.

Czego nie zrobi Sąd, a co może Mediacja?

W tym miejscu pojawia się rola mediacji. To przestrzeń, w której możemy wypracować rozwiązania niemożliwe do uzyskania w sentencji wyroku karnego. Sąd nie nakaże bowiem sprawcy, by ten „odbudował więź emocjonalną z matką” albo „zaczął spędzać z ojcem czas w sposób wartościowy”.

W toku mediacji sprawca ma szansę na faktyczne zadośćuczynienie – nie tylko finansowe, ale emocjonalne. W ugodach mediacyjnych, które miałam okazję pomagać wypracować, strony zawierały zobowiązania, które dla prawnika mogą brzmieć nietypowo, ale dla rodziny są fundamentem zmiany:

  • Zobowiązanie do regularnych, wspólnych wyjść (np. do kina, teatru czy na kolację), aby na nowo nauczyć się ze sobą rozmawiać bez agresji.
  • Ustalenie zasad codziennego funkcjonowania w jednym domu, opartych na wzajemnym szacunku.
  • Deklaracja podjęcia terapii, nie jako przymusu sądowego, ale jako świadomej decyzji uzgodnionej z pokrzywdzonymi.

Szansa na zmianę, a nie tylko kara

Tego typu ustalenia mają podwójną moc. Po pierwsze, pozwalają pokrzywdzonym odzyskać poczucie bezpieczeństwa i sprawstwa – to oni współdecydują o warunkach. Po drugie, dają sprawcy szansę na pokazanie wewnętrznej przemiany. Wyjście z rodzicami do teatru czy spokojna rozmowa przy obiedzie to dowód na to, że relacja jest naprawiana, a nie tylko „prawnie uregulowana”.

Takie elementy nie znajdą się w wyroku karnym, a są niezwykle ważne w kontekście tak delikatnych więzi, które w toku postępowania prokuratorskiego i sądowego są zazwyczaj mocno nadwyrężone lub niemalże zerwane.

Wypełnić lukę

Oczywiście, kompromis nie zawsze jest możliwy. Wymaga on dobrej woli obu stron i szczerej chęci naprawy ze strony sprawcy. Jednak mediacja, prawidłowo użyta w sprawach karnych, jest wyjątkowym narzędziem. Pozwala wypełnić lukę między surową literą prawa a realnym życiem rodziny.

Dzięki niej postępowanie karne nie musi kończyć się wyłącznie stygmatyzacją, ale może stać się punktem zwrotnym, zabezpieczającym relacje stron na przyszłość w sposób, jakiego nie zapewni żaden, nawet najsprawiedliwszy wyrok.


Katarzyna Luty-Mazur Mediator stały przy Sądzie Okręgowym w Lublinie

Przewijanie do góry